Jak każdy rasowy wieśniak miewam męczące pomysły i ekstrawaganckie narowy - i tak oto wyjeżdżam spędzić kilka skwarnych dni w wielkim mieście.
Znajomy Pierwszoklasista (dziecko głębokiej prowincji, tak jak ja) marzy o wyprawie do Warszawy, gdzie mógłby przenocować w jednym z parków, w namiocie. Przypomina mi to przygodę M., zaprzyjaźnionego prowincjusza z zachodniopomorskiego, który (już w wieku lat dwudziestu i jeszcze kilku) wybrał się stopem do Paryża, gdzie na tydzień rozbił namiot ... pod wieżą Eiffla. Jasne, że to było możliwe! M. zwijał namiot co świt i rozbijał ponownie głęboką nocą, za dnia integrując się z autochtonami. Miejscowe służby zwróciły mu uwagę dopiero wtedy, gdy za bardzo wygniótł trawę.
U góry i poniżej kilka zdjęć z wyprawy po cień do Paryża, sprzed kilku lat.
![]() |
Wiadoma wieża, a raczej trawnik pod nią. Bez śladów rozbijania obozowiska przez mieszkańców Pomorza Zachodniego. |
Komentarze
Prześlij komentarz